Psychoterapia DDA – Dorosłe Dzieci Alkoholików

Dorosłe Dzieci Alkoholików — DDA — to pojęcie, które funkcjonuje w przestrzeni społecznej i z tego powodu pozwolę sobie je tutaj przywołać. Używam go jednak z pewną ostrożnością, bo problematyka, którą opisuje, jest zbyt złożona, by zamknąć ją w prostej etykiecie. Mówi ona co prawda o wspólnym doświadczeniu — dorastaniu w rodzinie, w której jedno lub oboje rodziców nadużywali alkoholu bądź innych substancji — ale już to, co z tego doświadczenia wynika dla konkretnej osoby, jest głęboko indywidualne.

Każde DDA jest inne

Prawda jest taka, że każde DDA jest w gruncie rzeczy inne. Osoby, które dorastały w podobnych warunkach, mogą prezentować zupełnie różne trudności — i różne sposoby radzenia sobie z nimi. Dla jednych będą to kwestie związane z adaptacją do codziennej rzeczywistości: trudności w relacjach, w pracy, w stawianiu granic. Dla innych — przewlekły lęk, depresja, poczucie pustki. Jeszcze inni zmagają się z głębiej zakorzenionymi trudnościami, sięgającymi poziomu osobowości.

To, co łączy te osoby, to często historia chronicznego stresu i przeciążenia emocjonalnego w dzieciństwie. Każdy człowiek reaguje na takie doświadczenia po swojemu — wypracowuje własne strategie przetrwania, własne sposoby regulacji emocji, własne wzorce w relacjach. Dlatego też nie trzeba dorastać w rodzinie z problemem alkoholowym, by mieć podobne trudności w życiu. Stąd moja ostrożność wobec etykietowania.

Przyjmowanie jakiejś gotowej tożsamości — „jestem DDA i to wszystko tłumaczy” — może dawać chwilową ulgę, ale bywa też pułapką. Zdarza się, że zamykamy się wtedy na inne spojrzenia, trwamy w kręgu osób pielęgnujących urazy, odcinamy się od teraźniejszości. A dla mnie osoba, w której rodzinie nadużywano alkoholu, niczym nie różni się od innych pacjentów odwiedzających mój gabinet — każdy z nich przyszedł ze swoją historią i swoim bólem.

Specjalizacja w gaszeniu pożarów

To, co dla mnie jest szczególnie ważne w pracy z DDA, to koncentracja na zasobach, bo najczęściej jest ich nader sporo, acz bywa, że pacjentowi trudno uznać że je w ogóle ma. Przetrwanie w szczególnie trudnych warunkach wymagało nie lada umiejętności i siły — i te DDA bez wątpienia ma. Kłopot bywa w tym, że dawne mechanizmy adaptacyjne, które kiedyś chroniły, w dorosłej rzeczywistości bardziej przeszkadzają niż pomagają. To trochę tak, że wojna się skończyła, a my nawykowo siedzimy w bunkrze albo chodzimy w hełmie. Umiarkowanie wygodne i raczej ograniczające — choć umiejętność odnajdywania się w warunkach bojowych bywa zaskakująco przydatna, nieprawdaż?

Czemu w tym przypadku ma służyć psychoterapia?

Temu, żeby w życiu było mniej paraliżującego lęku, złości, frustracji i poczucia winy — a więcej samostanowienia, dobrych więzi, zdolności do bycia w związku i do efektywnej pracy. I refleksji nad tym, co naprawdę ważne.

Jest to pewna droga — dla niektórych zdecydowanie dłuższa, choć zdarza się, że terapia może być zaskakująco krótka. Jeśli masz w sobie ciekawość, chęć odkrywania siebie, masz dosyć depresji, lęku, przygnębienia — zapraszam do wspólnej podróży.